Wspomnienie

Ocena użytkowników:  / 12
SłabyŚwietny 

Droga powrotna z Góry Śląskiej, która prowadzi przez Krzelów-Ścinawę dostarcza mi jak zwykle wiele miłych wrażeń przede wszystkim w tych miejscach, w których przejeżdżam przez urocze i bogate dolnośląskie bory.

Ten jednakże powrót zapamiętam w sposób szczególny, bowiem w samotności będąc wolnym od codziennych zawodowych trosk, pozwoliłem sobie na przemyślenia związane z tym wszystkim co aktualnie dzieje się w Kole i jakie cele winny nam przyświecać w codziennej zwyczajnej działalności łowieckiej. Ale nie tylko to w tym dniu zaprzątało moją uwagę, bowiem przez cały czas pozostawałem pod wrażeniem spotkania z którego wracałem. Był to powrót z kolejnych „potyczek rodzinnych” tak wspaniale zorganizowanych, że żadna skala ocen nie jest w stanie tego wyrazić.

Myślę, że powinniśmy być dumni z tego, że to rokroczne spotkanie, tak wspaniale zorganizowane i któremu towarzyszy tak przemiła atmosfera weszło na stałe do kalendarza spotkań myśliwych i ich Rodzin i wtopiło się na trwałe w historię i tradycję Koła.

W tym miejscu pragnę wyrazić żal, że nie uczestniczył w tych „potyczkach rodzinnych” kronikarz Koła, ponieważ aż prosi się o pewne faktograficzne opisanie tego spotkania i odpowiednie jego udokumentowanie.

I to być może stanowiło główny bodziec do tego abym w niedzielnych wolnych chwilach usiadł przy biurku i w formie wspomnień, komentarzy i opisów pewnych istotnych zdarzeń uzupełnić to wszystko co składa się na naprawdę piękną kartę historii Naszego Koła.

Pragnę jednocześnie zastrzec, że nie uzurpuję sobie prawa do bycia kronikarzem Koła ale pozostaję w przekonaniu, że moje osobiste wspomnienia i przemyślenia pomogą komuś w przyszłości do uzupełnienia historii Koła po roku 2008, bądź też stanowić będą przyczynek do kroniki, którą miał prowadzić i być może nadal poprowadzi kol. Jarosław Grabarek. Wracając zaś do wspaniale zorganizowanych „potyczek rodzinnych” w trakcie których szlachetnie rywalizowali ze sobą koledzy w myśliwskim strzelectwie sportowym nie mogę pominąć tych równolegle odbywających się wspaniałych potyczek o „najlepsze ciasto” serwowane przez żony kolegów, czy też o „najlepsze nalewki”. Ale nie to było aż tak ważne, - jak zmagania latorośli Naszych kolegów i ich poważne podejście do konkurencji w których uczestniczyły.

Zadowolenie dzieci i ich przeżycia stanowią niezapomniane chwile, które powinny być dla nas największą wartością a uśmiechnięte i zadowolone buzie przy ogłaszaniu wyników licznych konkurencji i odbieraniu nagród, były jak sadzę nie tylko dla mnie ale dla nas wszystkich najlepszym i największym podziękowaniem. Te uśmiechnięte i zadowolone buzie przeuroczych dzieciaków towarzyszyły mi w drodze powrotnej i również pomyślałem sobie, że chociażby dlatego organizowanie tych tradycyjnych „potyczek rodzinnych” w Górze Śląskiej jest po prostu koniecznością. Wreszcie zadowoleni koledzy myśliwi, pomagające sobie wzajemnie Panie, uroczyste zakończenie spotkania, ogłoszenie wyników rywalizacji, przeplatane tak skrytykowanym przez jednego z członków koła „ hip, hip.. hura” pozostawić musiało niezapomniane wrażenie.

W końcu nie mogę pominąć tego co zwieńczyło nasze koleżeńsko-rodzinne spotkanie – tą piękną wspólną recytację „koncertu Wojskiego na rogu” z „Pana Tadeusza” przez Panie Anię Ferenc oraz jej przemiłą córkę Karolinę (gratuluję ci Kolego Macieju takiej Rodziny), która była niewątpliwie wspaniałym przeżyciem dla wszystkich którzy w wyjątkowym skupieniu wsłuchiwali się w te piękne poetyckie strofy.

W tym miejscu pragnę podziękować tym wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania tego miłego spotkania. Słowa te kieruję przede wszystkim pod adresem Podłowczego Andrzeja Zalewskiego oraz jego Szanownej Małżonki, jak również całej zacnej rodziny Państwa Zalewskich tak ze strony Andrzeja jak i Eugeniusza oraz rodziny Paterków. Również wyjątkowo gorące podziękowanie składam koledze Janowi Koconiowi oraz jego Szanownej małżonce Pani Joli Kocoń, którzy poświęcili ogrom własnego czasu aby przygotować program konkursów i zadbać o ich przebieg. Szanowna Pani Jolu!, Pani zawsze była i jest „dobrym duchem” tych dorocznych spotkań i gdyby nie Pani własne pomysły i inwencje to moim zdaniem nie byłoby tego wszystkiego co złożyło się na atmosferę tej pięknej iście rodzinno-myśliwskiej uroczystości. Kończę ten fragment wspomnień w taki oto sposób…. Koledzy żałujcie, że Was z nami nie było.

Zmagania strzeleckie z wyróżnieniem zakończył kolega Henryk Cieliński dając wyraz temu, że mimo wieku zachował swoją dawną sprawność strzelecką. Cieszę się niepomiernie z tego, że synowie kolegów Henryka i Józefa Cielińskiego, koledzy Wiktor i Jakub będą godnymi Ich następcami. Skoro już poruszyłem temat strzelectwa, wspominając kol. Henryka Cielińskiego, który przez długie lata był reprezentantem Naszego Koła w zawodach strzeleckich o randze okręgowej lub wojewódzkiej, to zmuszony jestem ocalić od zapomnienia inne nazwiska Szanownych Kolegów i uczynić pewne sprostowania tych fragmentów kroniki koła, które dotyczą strzelectwa sportowego.

W pierwszym rzędzie pragnę podkreślić, że koledzy ś.p.: Wacław Juszczyk, Ignacy Kubik i Stanisław Tyszbir zdobyli wówczas puchar przechodni „Głuszca” w zawodach rangi wojewódzkiej we Wrocławiu, a nie jak błędnie podano w kronice Koła…”w zawodach strzeleckich powiatu wałbrzyskiego”. Ponadto działalność Naszego Koła na niwie strzelectwa sportowego należy uzupełnić stwierdzeniem, że jeszcze długo przed opiewanym w kronice okresie zaliczaliśmy się do tych kół, które zapisywały się dobrą czcionką w działalności strzeleckiej. Oprócz nazwisk które już wymieniłem nie sposób pominąć kolegów, którzy tak samo godnie w przeszłości reprezentowali Nasze Koło w zawodach strzeleckich: Janusza Szkatuły (obecnego prezesa Okręgowej Rady Łowieckiej w Krakowie), Zenona Jaszczyka, Włodzimierza Kowackiego jak również ś.p. Janusza Koluśniewskiego. Ponadto odnoszę wrażenie, że celowo pominięto w kronice Koła sukcesy kol. Wojciecha Opielewicza w myśliwskim strzelectwie sportowym (nie jest dobrze być „synem”-„ojca”). To przecież kol. Wojciech Opielewicz, był tym, który pierwszy w historii Koła zdobył klasę mistrzowską i który reprezentował okręg wałbrzyski w rozgrywkach krajowej ligi strzeleckiej.

Godnym odnotowania jest fakt zdobycia w tym roku w zawodach strzeleckich na szczeblu okręgu pierwszego miejsca w klasie powszechnej przez kolegów (w porządku alfabetycznym): Macieja Jońskiego, Tomasza Marczaka, Michała Usarka jak również to, że laury pierwszeństwa w klasie „open” zdobyli koledzy: Wojciech Kocoń i Mariusz Telkowski. Moim marzeniem jest wystawienie w przyszłym roku w zawodach strzeleckich dwóch reprezentacji - zarówno w klasie powszechnej jak i mistrzowskiej i aby Koło Nasze godnie reprezentowali wyłonieni w ramach koleżeńskiej rywalizacji najlepsi strzelcy, którzy powtórzą te sukcesy.

Spisano w Wałbrzychu w lipcu 2013r.

Michał Opielewicz

Strona internetowa używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji w Polityce plików cookies